Wiecie... są rzeczy, które by wielu zgorszyło i nie mam po nich wyrzutów sumienia, natomiast inne, te z pozoru błahe ... u innych błahe.. sprawiają, że czuję się jak ostatnia szmata, dziwka. To w porównaniu z wydarzeniami z wakacji to.. ech. daję mi czasami coraz więcej argumentów do pozostania, jak najdłużej dziewicą.. kto wie, może i na zawsze, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Czasami.. mam dość swojego ciała, brzydzę się nim, mam ochotę go tak jakby zbrukać, oddać innym, przez później jeszcze bardziej się nim bym brzydziła, gardziła. Czasami chce by ktoś pokochał mnie całą i zaakceptował, tak w głębi serca, w głębi duszy, a nie tylko ciało. Czasami mam dość jakiejkolwiek bliskości i gardzę nią. Brzydzę się nią. Czasami - gdy nawiedzają mnie wspomnienia.
Szkoda tylko, że tak wiele osób mnie do tej pory skrzywdziło i nie pozostawiło po sobie nic dobrego..i wciąż czekam, aż ktoś pokocha mnie taką, jaką jestem, nie patrząc na moje ciało..